http://www.bawialnia.pl » Aktorzy, Film

„Nigdy w życiu!” kontra „Tylko mnie kochaj!” – analiza porównawcza

10 July 2010 No Comment

„Nigdy w życiu!” oraz „Tylko mnie kochaj!” to dwa bardzo silnie powiązane ze sobą produkcje filmowe. Pierwsza wspólna cecha dotyczy samego gatunku, jakim jest komedia romantyczna. Druga – podobny czas trwania – kolejno 100 i 93 minuty. No i wreszcie trzecia – ten sam reżyser, Ryszard Zatorski.

Mimo, że oba te filmy zachowane są w tym samym stylu, a więc lekkim i przyjemnym, są również takie elementy, które zdecydowanie je od siebie odróżniają. Nie ulega wątpliwości, że w obu produkcjach zaangażowano do pracy naprawdę doborową obsadę, którą zasilili dobrze znani i lubiani aktorzy.

Telewizja ogłupia?

W „Nigdy w życiu!” w główne role wcielili się: Danuta Stenka (Judyta), Artur Żmijewski (Adam), Jan Frycz (Tomasz), Joanna Jabłczyńska (Tosia), Joanna Brodzik (Ula), Krzysztof Kowalewski oraz Marta Lipińska (rodzice Judyty, głównej bohaterki), Cezary Kosiński (Krzysiek od Uli), Kinga Preis (Kinga), Rafał Królikowski (redaktor naczelny) oraz Agnieszka Włodarczyk (Jola), a także wiele innych, m.in. Katarzyna Bujakiewicz jako nieco zwariowana Dziunia.

Z tej samej ekipy, już dwa lata później, w 2006 roku na planie „Tylko mnie kochaj”, pojawili się ponownie: Jan Frycz (prezes), Joanna Jabłczyńska (kelnerka), a także, co najciekawsze – Danuta Stenka i Artur Żmijewski jako… Judyta i Adam, przy kolacji (powtórzenie tej samej sceny, co w „Nigdy w życiu!”). Ponadto: Maciej Zakościelny – główny bohater (Michał), Agnieszka Grochowska (Julia), Grażyna Szapołowska (matka Julii), Marcin Bosak (brat Julii), Agnieszka Dygant (Agata), Przemysław Sadowisk (oficer policji), Bartosz Żukowski (posterunkowy), Tomasz Karolak (Ludwik), Dominika Kluźniak (Łucja), no i oczywiście zapomnieć nie można o odkryciu ostatnich lat, prawdziwej perełce, jeśli chodzi o przyszłość polskiego kina, mianowicie o wcielającej się w rolę małej Michaliny – Julii Wróblewskiej.

Jak już mówiłam na samym początku – reżyserii obu tych filmów podjął się ten sam człowiek, czyli Ryszard Zatorski. Identyczne stanowiska personalne obejmują również: montaż (Milenia Fiedler), zdjęcia (Tomasz Dobrowolski), produkcja (Tadeusz Lampka i Dariusz Gąsiorowski), kostiumy (Elżbieta Randke), no i muzyka (Maciej Zieliński). Co się tyczy muzyki, niewątpliwie uwidacznia się to, iż w obu filmach jest odpowiedzialny za nią ten sam człowiek, gdyż w obu produkcjach można usłyszeć naprawdę sporą dawkę dobrych polskich, jak i zagranicznych piosenek, które doskonale komponują się ze scenografią i rozgrywanymi wydarzeniami.

Nieco bardziej skomplikowana jest sprawa napisania scenariusza – w „Tylko mnie kochaj” osobiście zajął się tym sam Ryszard Zatorski, zaś w „Nigdy w życiu!” zadanie to powierzono Ilonie Łepkowskiej (twórczyni sukcesu „M jak miłość”, mówi się o niej: „królowa seriali”), a tylko w niewielkim stopniu Katarzynie Grocholi, na podstawie której powieści film w ogóle stworzono. Na bazie tej powstało swego czasu mnóstwo konfliktów do tego stopnia, że pisarka nie wyraziła więcej zgody na kręcenie dalszych części przez tą samą ekipę realizacyjną. Kontynuacja „Nigdy w życiu!”, a więc „Ja wam pokażę!” (choć według pozycji książkowych na drugim miejscu powinno pojawić się „Serce na temblaku”, ale druga część filmu obejmuje drugą i trzecią część książek o Judycie) zostało już stworzone przez zupełnie nowych ludzi. Efekt był taki, jaki był, czyli dość marny, w porównaniu z bijącym rekordy popularności filmem „Nigdy w życiu!”, ale z drugiej strony nie powinno się też dziwić pani Grocholi, iż właśnie taką, a nie inną, powzięła decyzję.

Teraz, gdy już omówione zostały sprawy ogólnej realizacji obu tych filmów, warto przenieść się do dalszej części, mianowicie głębszego przyjrzenia się fabule i grze aktorskiej. Zacznijmy od „Nigdy w życiu!”. Akcja kręci się wokół jednej, 38-letniej kobiety po przejściach, którą na początku poznajemy jako pracownicę redakcji gazety dla pań, odpisującej na listy czytelniczek, jako kurę domową, padającą niemal do stóp swemu niezbyt wylewnemu mężowi, Tomaszowi (w tej roli fenomenalny Jan Frycz), matkę 16-letniej, dość wyzwolonej, choć sympatycznej, Tosi, która na dodatek nienawidzi swego imienia i każe się do siebie zwracać „człowieku”, gdyż ani „Tosia”, a już tym bardziej „dziecko” nie toleruje w ogóle.

Co zabawne, Judyta daje rady swoim czytelniczkom dokładnie odwrotne niż to, co sama przeżywa w relacjach damsko-męskich. Pewnego dnia świat głównej bohaterki odwraca się do góry nogami – Tomasz będzie miał dziecko z inną, o wiele młodszą, choć wcześniej obiecywał, że nikogo poza żonką nie ma. Dochodzi do szybkiego rozwodu, nie brakuje śmiesznych sytuacji (na przykład z rozmazanym tuszem po wyjściu z sali rozpraw), po krzyku.

Tymczasem okazuje się, że trzeba oddać eks-mężowi dotychczas zajmowane mieszkanie, choć uprzednio padały zapewnienia, że te zostanie w rękach samotnej matki z nastoletnim dzieckiem. Dzieje się jednak inaczej, toteż Judyta bierze pieniądze od Tomasza, kilka kredytów w bankach, miewa chwile załamania, ma sto pięć pomysłów na minutę po drodze, chce sprzedać obraz Malczewskiego, na co stanowczo protestują rodzice (rewelacyjni, swoją drogą, którzy, jak się okazuje, również biorą rozwód – nie wiedzieć, czemu), aż w końcu zapożycza się u swojej babci, która odłożyła pieniądze na własny pogrzeb. Dzięki temu Judycie udaje się w końcu wybudować śliczny domek za miastem, niedaleko przyjaciółki, Uli (pamiętna scena, kiedy przyjeżdża Tomasz po córkę, wysiada z samochodu, i mówi sam do siebie: „o, kurwa!”). Oczywiście, jak to w komedii romantycznej być musi, pojawia się nowa miłość – Adam (w tej roli Artur Żmijewski), który również pojawia się często w redakcji.

Liczne perypetie, jedno rozstanie, żeby na końcu ponownie doszło do pojednania. „I żyli długo i szczęśliwie” – dosłownie tak. Podsumowując: film lekki, łatwy i bardzo przyjemny, idealny dla ludzi zmęczonych po ciężkim dniu, potrzebujących relaksu. Zdecydowanie nie brakuje tutaj sporej dawki humoru. Można się i pośmiać, i trochę powzruszać. Jak przystało na romans! Chciałabym w tym miejscu zwrócić szczególną uwagę na trzy elementy – na muzykę, obraz oraz grę aktorską. Wszystkie trzy zasługują na ogromną szóstkę z plusem, bo naprawdę robią wrażenie. Film jest nowoczesny, ale zarazem nie daje wrażenia „wejścia człowiekowi na głowę”, wmawiania mu rzeczy nieprawdziwych, tak, jak ma to miejsce na przykład w przypadku „Tylko mnie kochaj”, ale o tym za chwilę.

Fabuła jest dosyć prosta i banalna, ale nie głupia, nie nudna i nie nienaturalna. Na największe brawa zasługuje tutaj oczywiście odtwórczyni głównej roli, Danuta Stenka, którą widzowie znali do tej pory jedynie jako kobietę wcielającą się w same poważne, dramatyczne role, jak np. w „Chopin – pragnienie miłości”, czy „Zaginiona”. Tutaj aktorka dała zdecydowany popis swoich umiejętności, pokazała ogromny talent i udowodniła, że jest bardzo rozrywkową osobą, „do tańca i do różańca”. Podobnie rewelacyjnie odegrali swe role rodzice Judyty, czyli Krzysztof Kowalewski oraz Marta Lipińska, a ponadto również Jan Frycz czy filmowa Tosia, czyli Joasia Jabłczyńska – tak bardzo młodzieńcza, promienna i wesoła, dająca mnóstwo pozytywnej energii. I teraz opis ten przenosząc, ku porównaniu, do „Tylko mnie kochaj”, „Nigdy w życiu!” zdecydowanie wygrywa.

Oczywiście, Julia Wróblewska jest słodka i urocza, że bez niej film byłby totalną porażką, ale w ogólnym rankingu poprzednia produkcja pana Zamorskiego jest dużo lepsza. Dlaczego? Przede wszystkim – nie jest aż tak banalna, przewidywalna, a przede wszystkim – nienaturalna. Nie robi widzom wody z mózgu w tak wielkim stopniu, co „Tylko mnie kochaj”. Rozumiem zamysł pana reżysera oraz scenarzysty, że teraz, w XXI wieku powinno się kręcić filmy supernowoczesne, jak przystało, na poziomie światowym, ale to chyba nie oznacza od razu, że z Warszawy trzeba od razu zrobić drugie Chicago, z samymi wieżowcami do samych chmur i w ogóle, gdzie życie jest takie piękne i cudowne. Poza tym – nie powie mi chyba nikt, że 25-letni facet (bo tyle lat ma główny bohater, Michał, w którego rolę wcielił się Maciej Zakościelny) jest w stanie się na tyle dorobić, żeby mieć swoją własną firmę, super wyczesane auto, dwupoziomowe mieszkanie, najlepsze ciuchy, biżuterię i takie spokojne, nudne aż do przesady życie? Tak, to jest przesada, ale nieco żenująca.

Ciekawe, że wszyscy ludzie w takich filmach (podobna sytuacja była w „Magdzie M.”, która, dzięki Bogu, przestała być w końcu emitowana) mają tak piękne i bezstresowe życie, że ich jedynym problemem jest na przykład to, że pies nasika nam na schody. W „Nigdy w życiu!” przynajmniej główna bohaterka miała się czym przejmować – to rozwód, to realna groźba rychłej eksmisji, i tak dalej… Niemniej jednak, „Tylko mnie kochaj” to również jest bardzo miły, przyjemny film, ale warto go obejrzeć tylko wówczas, gdy zależy nam na odpoczynku i odprężeniu się w fajny sposób, a nie wtedy, gdy odczuwamy nieodpartą chęć wzniesienia się na wyżyny intelektualne…
Marta Akuszewska

Uważasz że ciekawe, kontrowersyjne? Umieśc link na Twojej stronie, blogu.
Wystarczy skopiować poniższy kod (Ctrl+C aby skopiować)
Ten link będzie wyglądał mniej więcej tak: „Nigdy w życiu!” kontra „Tylko mnie kochaj!” – analiza porównawcza

Aadowanie...

Comments are closed.